Najlepiej tu zacznij

… żebym cię mogła lojalnie uprzedzić, co cię tu czeka.

Jak Ali Baba kluczy szukał

Witam serdecznie, Dobry Człowieku, na moim blogfolio. Należy od razu powiedzieć, że z zawodu jestem coachem, szkoleniowcem, językoznawczynią i samozwańczą szamanką miejską. No, lubię się zajmować niezwyczajnymi zagadnieniami, i już. Świat jest pełen niezwyczajnych zjawisk, a ludzie … a ludzie są jak Góra Sezamowa. Żeby jakoś znaleźć do niej klucz, trzeba czasem nietuzinkowych pomysłów. Biolog ze mnie taki jak fujarka z wyrostka robaczkowego. Ale momencik, jest w tym ukryte głębsze znaczenie! Bo, tak od biedy, z wyrostka można by zrobić fujarkę, lepszą w każdym razie niż z koziego ogona waltornię :} :} . Biologia i Ewolucja fascynują mnie od lat. Okazały się niezwykle cennym brakującym ogniwem w procesie poznawania ludzkiej natury, indywidualnych zachowań i sposobów postrzegania świata, a co za tym idzie, przyjmowania wiedzy i, w ogóle, ogarniania Życia. Ponadto, dla mnie są przydatnym wsparciem w dążeniu do zdrowia, dobrostanu, dzięki nowej jakości pracy z umysłem, wartościami i światem uczuć. Od razu mówię, że wszystkie moje pomysły konsultuję ze specjalistami, którzy się mną opiekują. Noooo, prawie wszystkie :} :} . Niemniej, probierzem mojego zdrowienia jest w pierwszej kolejności diagnoza medyczna, a następnie samopoczucie i inne cuda.

Rozmaite koncepcje, naukowe i quasi-naukowe, ale atrakcyjne pod kątem poznawania natury ludzkiej, wymogły na mnie powtórkę z podstaw Biologii. Od lat staram się być w miarę doinformowana w kwestiach funkcjonowania mózgu, fascynującego świata mikroorganizmów, ewolucyjnego podejścia do wielu zjawisk, i takie tam. Wszystkich specjalistów z dziedzin pokrewnych Biologii, którzy wpadną w moje pazury przepuszczam przez wyżymaczkę, żeby skonfrontować moje informacje z ich doświadczeniem. Jednakże, wszystko co tu wystukuję absolutnie nie może być punktem odniesienia o charakterze naukowym, czy coś. Są to moje doświadczenia, przemyślenia i wnioski, które mogą być dla ciebie inspiracją w procesie obczajania Życia i szukania twórczych rozwiązań. A dla ludzi, z którymi pracuję źródłem informacji, co ze mnie za ziółko. Jeśli masz kłopoty z ciałem lub głową, idź do lekarza, psychoterapeuty, fizjoterapeuty. Szlus.

Umysł i Mózg w jednym stali domu …

Umysł na górze, a Mózg gdzieś na dole;
Umysł spokojny, nie wadził nikomu,
A Mózg to najdziksze wymyślał swawole.

Czy wiecie, że …

Na skutek protestu wielu stowarzyszeń astrologicznych na całym świecie, Pluton wrócił do łask i znowu jest planetą.
Wampiry muszą żywić się krwią, bo, nie mogąc przebywać na słońcu, cierpią na ogromne braki witaminy D.
Tłuszcz odkładający się na pośladkach chroni panie przed zawałem i świadczy o wysokiej inteligencji.
Ze względu na zmiany klimatu nasza Odra stała się odpowiednim środowiskiem dla egzotycznych zwierząt wodnych. Można obecnie z niej wyłowić piranie, małe aligatory i strętwy, znane jako węgorze elektryczne.

Ciekawe, prawda? Niestety :[ :[ , tylko jedna z powyższych informacji jest prawdziwa. Która to informacja??

Nasze centrum sterowania, czyli mózg, często automatycznie przyjmuje to co widzi i słyszy jako prawdę. Czyli bierze wiele rzeczy jak leci, ‘na wiarę’. Dość często zresztą jedzie na pilocie automatycznym. Podobno w ten sposób może zaoszczędzić trochę paliwa, a żerny koleś jest niesamowicie – zabiera około ćwierć całej energii jaką mamy do funkcjonowania. No, ale roboty ma sporo usiłując uchronić nas przed wszelka zgubą. Tak jak każde urządzenie, działa na podstawie jakiegoś schematu, wiedzy, wzorów, które już zna i według nich będzie interpretował rzeczywistość. Mało tego, porządek musi być wszędzie, więc będzie chciał widzieć znaczenie, wzory i zależności (zbiegi okoliczności, twarze, niezawodne sposoby na wygraną w totolotka) nawet tam gdzie ich nie ma. Klaus Konrad, neurolog i psychiatra, nazwał tę skłonność apofenią. Ale nie ma co się wyzywać od apofenii, jest to po prostu sposób na ogarnięcie otaczającej nas rzeczywistości. Nie jest tak, że nie zdarzają się ciekawe zbiegi okoliczności, nawet jeśli cały Wszechświat to Wielki Przypadek.

Czasem się zastanawiamy, co ten mózg sobie myśli? Czy mózg w ogóle myśli? Czy tylko działa, jak Natura chciała? Zaraz, ale my tu mamy ruszać umysłem. To jak się ma kolega umysł do kolegi mózgu? Hmmmm … a bo ja wiem? Każdy musi sobie sam zdecydować. Na pewno ci dwaj kolesie pozostają w nierozerwalnym związku i głębokiej zależności służbowej. Ale, skoro do tej pory nie ma jednoznacznej odpowiedzi nawet na pytanie: kura czy jajko?, to weź tu ogarnij, który jest na kierowniczym stanowisku. Pytanie zahacza o filozofię, a nawet chyba o wiarę (albo i Wiarę). We filozofii trudno się poruszać, szczególnie nie-intelektualistce, więc krótko: nawiązując do rozważań nad istnieniem wiedzy wrodzonej, przyjąć można, że umysł był pierwszy. Takie, w każdym razie, założenie robimy tu na blogfolio. Do zaistnienia indywidualnej, odrębnej świadomości jest potrzebny mózg, najlepiej w dobrym stanie, choć może być używany (w sensie, na każdym etapie swojego Życia człowiek ma szansę zmądrzeć). Ale Natura nie zostawia go całkiem na lodzie, bo ma on do dyspozycji już od urodzenia jakieś repozytorium wiedzy, wzorców działania, itt., które, no właśnie … stanowią wyposażenie umysłu, taki grant naukowy na start.

W każdym razie, posiadanie umysłu zobowiązuje. Jesteś człowiekiem obdarzonym mocą krytycznego myślenia. Możesz kwestionować różne założenia i wynikające z nich sposoby postępowania, wybadać ich konsekwencje, korzyści i straty, itt. Jedną z metod na obczajanie różnych zjawisk jest brzytwa Ockhama. Inaczej – zasada ekonomii myślenia. Nie do wszystkiego, nie dla każdego, ale oszczędza Czas i Energię, bo wykorzystuje możliwie najmniejszą ilość pojęć i punktów odniesienia. Czyli – wybierz najprostsze wyjaśnienie, najmniej skomplikowaną wersję. Mi się najbardziej nazwa podoba. Aleee … , przyznam, że fajnie czasem dodać przypraw i koloru do jakiegoś tematu. I chociaż poniższy nic nieznaczący dowcip z Interku nie ma żadnego znaczenia:
„W języku hiszpańskim przyrostek ‘–ito’ oznacza ‘mały’. Co wskazuje na istnienie czegoś większego i bardziej potężnego niż ‘mosquito’ – legendarnego potwora El Mosco!!!”
… to jego głębszy sens polega na tym, ilu ludzi zjednoczył we wspólnym poczuciu humoru.

Prawda, że te mózgowe sprawy są fascynujące? Właściwie to niewiele z tego ogarniamy i to też jest urocze. Jest jeszcze wiele całkiem podstawowych kwestii, które każdemu mogą się przydać, ale o tym w innym miejscu.

Źródełka i takie różne:
Na samym początku to, oczywiście, masakra wiersza pedagogicznego dla dzieci Olka Fredro, bardzo przepraszam.
Quiz: taaaak! Tłuszcz odkładający się na pośladkach chroni panie przed zawałem i świadczy o wysokiej inteligencji 😀 😀 . W naszej Odrze rzeczywiście pojawiają się piranie, bo jakiś ***** wypuścił je z akwarium. Osobiście nie przyjęłam do wiadomości degradacji Plutona, do którego mam ogromny sentyment :{ :{ , ale co zrobić …

A u nas, proszę was, w Grodzie Gryfa taki street art, miejskie tatuaże na temat umysłu:


Najpierw określ swój Pacanów

„W Pacanowie kozy kują
więc Koziołek, mądra głowa,
błąka się po całym świecie,
aby dojść do Pacanowa.”

„Między bajki włożyć?” Noooo, to się zależy jakie, panie dzieju. Kiedyś bajki, baśnie, opowieści zawierały mądrości, istotne wskazówki, treści egzystencjalne i zbiór symboli, które miały pomóc w zrozumieniu gry zwanej Życiem. Koziołek Matołek może i błąkał się po całym świecie, ale ile miał frajdy i fajnych przeżyć. Jego życie to prawdziwa Przygoda. Nie miał, co prawda, action planu, więc w każdym odcinku lądował w jakimś nieoczekiwanym miejscu. Ale miał marzenie o mitycznym miejscu, w którym kozy są szczęśliwe, i do którego sobie spokojnie zmierzał. Poza tym, jak tu nie lubić takiego sowizdrzała, wolnego ptaka, z dobrym sercem i duszą odkrywcy.

Ale my tu mamy ruszać umysłem, więc jaki z tego morał? Lepiej nie zostawiać mózgu / umysłu samego sobie, bo nie wiadomo jaki numer może wywinąć. Jeśli nie ma konkretnych zadań, to ma tendencje do popadania w stan nieustalony, może dlatego, że to sprzęt elektryczny :} :} . A stan nieustalony, czyli stan przejściowy jest wprawdzie nieunikniony, ale jest przeważnie stanem niepomyślnym. Sygnał wyjściowy (stan wyjściowy, oczekiwany rezultat, samopoczucie, postępowanie) ma niepożądane wartości (gonitwy myśli, poczucie niespełnienia, wszystkie nieszczęścia świata, czarna dziura, i takie tam.). Przyczyny stanu nieustalonego mogą być różne – uderzenie pioruna (rzeczywiste lub przysłowiowe), zużycie, zmęczenie materiału, nieznajomość samej siebie, niesprzyjanie samemu sobie, … brak nadrzędnego Celu w Życiu. Misji, Sensu, Wartości, swoich marzeń, własnych pragnień, … takiego niezmiennego miejsca w sobie, wiecznej oazy spokoju i pewności w swoim wnętrzu. Przystani, do której ten nasz mądry głupi umysł mógłby zmierzać. I to już jest nasze zadanie, takie miejsce ustalić. Inaczej – określić nadrzędny Cel, czyli Pacanów.

Czy znacie historię Paryzady? Jeśli poczytacie dalej, to poznacie. Paryzada uparła się, że zdobędzie gadającego ptaka, śpiewające drzewo i źródło złociste. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Ale lepiej pamiętać, że każdy sam szuka swojego Pacanowa. I sam ponosi wszelkie konsekwencje wyboru drogi, więc spokojnie z tymi marzeniami. A co, ktoś wam kiedyś nakłamał, że Życie jest proste? że jest piękne? Poszczujcie go krasnalem ogrodowym. Życie będzie takie, jakie się nam uda zrobić z tego co mamy pod ręką.

„Westchnął cicho nasz koziołek
i znów poszedł biedaczysko
po szerokim szukać świecie
tego co jest bardzo blisko.”

Tego, co jest bardzo blisko …
My go poznajemy w podróży, ale skąd wiecie, że nie dotarł na miejsce, gdy już zobaczył wszystko, doświadczył wiele i zmieniły mu się priorytety? Bez tej podróży nie byłby tym kim chciał być, bo nie wiedziałby kim nie jest.

“Almost all of the positive emotions that you’ll experience in your life will be a consequence of the pursuit of valuable goals. Aiming at something is what makes life challenging.”
Jordan Peterson

„Prawie wszystkie pozytywne emocje, których doświadczysz w życiu będą pochodną dążenia do wartościowych celów. Zmierzanie ku czemuś spowoduje, że życie będzie pełne wyzwań.”

Brzmi to nie wiem jak grandilokwentnie, a to zwykła Biologia, panie dzieju, Biologia. Daj temu mózgu coś do roboty, bo jak on znajdzie robotę tobie, to będzie za późno.

Koziołek ma nadrzędny Cel.
Koziołek ma swoje El Dorado.
Bądź jak Koziołek.
😀 😀


Źródełka i takie różne:
„Dziwne przygody Koziołka Matołka” na podstawie „120 przygód Koziołka Matołka”, Kornela Makuszyńskiego (jakby ktoś nie wiedział).

PSssss
Dobra wiadomość dla Leniwych (nie leniwych, ale Leniwych): podróżować można nie wychodząc z domu. Bez pakowania i śladów węglowych.

Ponure życie faktów

Tak bardzo się cieszymy, kiedy myślimy, że coś wiemy. Np., wiedzieliśmy, że komórki w mózgu komunikują się przy pomocy elektryki i różnych substancji chemicznych. I dobrze było. Ale, obecnie wiadomo również, że niektóre obszary mózgu porozumiewają się na odległość i zasadniczo wystarcza im pole elektryczne. A w ogóle, nie wszystkim ten stan rzeczy pasuje i utrzymują, że komórki w mózgu porozumiewają się przy pomocy mechanicznych uderzeń, czyli kopią się rzeczywiście, a nie tylko prądem. Eeeeee, co tam. I tak nie jest mi to potrzebne w życiu ani w pracy. To tylko taki mózgowy przykład z ponurego życia faktów. Naukometryka uprzedza, że fakty mają swój czas połowicznego rozpadu, znaczy, nie muszą być wieczne. Samuel Arbesman, naukowiec maczający palce, m.in., w matematyce i systemach złożonych, w wyniku studiów nad zmiennością nauki popełnił fajną książkę: “The Half-Life of Facts”. O tym, jak fakty i nauki mają datę przydatności. Przy czym, różne nauki mają różny czas rozpadu. Los nie oszczędza nikogo, nawet królowej matematyki.

Dzisiaj ludzie często szukają odpowiedzi w genetyce. Paręset lat temu zwalali winę na złośliwe skrzaty i wredne rusałki, a za parę lat może się okazać, że wszystkiemu winne są motyle. Gdyż, jak to określa tzw. efekt motyla, to właśnie te urocze owady podejrzewane są o wywoływanie powodzi i huraganów na całym świecie, jednocześnie posiadając niezbite alibi – trzepoczą niewinnie skrzydełkami tysiące kilometrów od katastrofy.

„Nauka nie daje odpowiedzi na prawie żadne pytania. Nauka tylko zbliża nas rozmaitymi swoimi konstrukcjami hipotetycznymi do obrazu rzeczywistości, w takiej mierze, w jakiej do tego zdolne są umysły społecznie pracujących uczonych.
[…]
Wiedza i Wiara stanowią, jak gdyby, dwa skrajne bieguny pewnego spektrum, pewnego widma stanów i one są zawsze jakoś pomieszane. […] Większość czynów ludzkich, działalności ludzkiej odbywa się na terenie, w którym wiedza z wiarą jest przemieszana i bardzo często w sposób bardzo trudny do rozdzielenia. […] Zawsze można znaleźć w akcie wiary coś z wiedzy, i w akcie wiedzy coś z wiary.”
Stanisław Lem, wywiad

Nie mówię, że się z Panem Staszkiem wszędzie zgadzam. Przede wszystkim, musimy się opierać na czymśkolwiek, co gwarantuje w miarę obiektywne, poparte badaniami i doświadczeniami (z mikroskopami, laboratoriami, wiedzą) poznanie i obraz rzeczywistości. Fakty utrzymują status faktu przez jakiś czas, i dobrze. Czegoś trzeba się trzymać, bo byśmy latali w kółko jak mrówki, którym ktoś nasikał do mrowiska. A jednak, nauka ma sporo za uszami. Nie jest doskonała. Nie jest bezinteresowna ani szczera, jest częścią systemu. Nie ma pokory, bo, choć z jednej strony przyzna, że może się mylić, z drugiej udaje, że nie widzi obszarów, do których sama sobie odmawia wstępu. No, ale te obszary to właśnie Wiara ma obcykane, więc, jeśli masz choć trochę Wiary to spoko. Ja jestem człowiekiem Wiary i obficie korzystam z Wiedzy i nauki. Grunt to nie być wybrednym. Jeśli coś przynosi dobre owoce, to jest dobre. Jeśli nauczyłaś się mówić po angielsku, to co za różnica, jaką metodą? Jeśli do Pacanowa dojdziesz nie robiąc przy tym szkód sobie i innym, to już twój interes, którędy. Jak się można z tego wstępu domyślić, na blogfolio znajdą się treści o charakterze niezwyczajnym i wywrotowym.

Diabelskie brukselki!

Czy wiecie, że … co najmniej co trzeci nasz rodak, i w ogóle co trzeci obywatel zachodniego świata cierpi na upierdliwe hemoroidy (tzn. chorobę hemoroidową), przynajmniej okresowo. Naprawdę. Wyodrębniono kilka przyczyn – nadmiar siedzenia, żarcia, niedobór ruchu czy płynów, i takie tam. I na pewno słusznie.
Ja jednak mam swoją teorię quasi-naukową. Myślę, że niedobór humoru i dystansu do codzienności, natłoku informacji i do nas samych jest główną przyczyną napięć w ciele, a szczególnie częstego spinania pośladków. Przy czym, jeżeli podejmujemy konstruktywne działanie w jakiejś trudnej sytuacji, to napięcie się rozejdzie. Ale nie! My musimy nakręcać się, złorzeczyć, mieć najlepsze rozwiązania cudzych problemów, i to poczucie bycia częścią ważnych i wielkich spraw, które dzieją się byle jak najdalej od nas. A także wzruszać się jak stary siennik rzewnymi opisami dramatycznych wydarzeń i praktykować świętoszkowate oburzenie (ŚwO) wobec czyichś występków. Pomimo, że jedne i drugie zalatują fejk njusem na kilometr. Tyle tych fejk njusów nas atakuje codziennie, że normalnie nie mamy czasu zmądrzeć między jednym a drugim :} :} … Wynikiem czego mogą być dotkliwe winogronka.

Nie od dziś wiadomo, że rozsądna porcja relaksu, Luzu, Humoru, Dystansu i Przyjemności jest konieczna dla naszego Dobrostanu. Mam taką jedną słabość (no, niejedną, ale to nieistotne w tym momencie) – nałogowo oglądam brytyjskie programy komediowe i satyryczne. Kiedyś jeden z komików z obrzydzeniem wypowiedział się o brukselkach: devil’s hemorrhoids! (diabelskie hemoroidy!). Ze względu na wątpliwą reputację tego warzywa, zdecydowałam się na taką małą trawestację i na upierdliwe hemoroidy proponuję określenie: diabelskie brukselki! (no, bo jak się tak bliżej przyjrzeć…). Może to być również kotwica / okrzyk motywująco rozluźniający, gdy podejrzewasz, że ty lub ktoś inny właśnie narażacie swe zdrowie, zbyt melodramatycznie traktując rzeczywistość.

W każdym razie, jedyne, co masz traktować absolutnie poważnie na tym blogfolio to zastrzeżenia w artykułach, które bezpośrednio poruszają tematykę zdrowia (właśnie – idź do lekarza po maść).

O czym, psiakość, jest ten blog nie-blog?

Jest (i będzie się jeszcze pojawiać) parę słów o coachingu, sposobach na odszukanie Pacanowa i nie tylko. Co nieco o Podróży do serca ciemności, żeby móc odnaleźć to, co jest czasem bardzo blisko. Garść informacji i krytyczny komentarz do kilku koncepcji, prawie naukowych i quasi-naukowych, które proponują biologiczne, ewolucyjne i wywrotowe podejście do różnych zjawisk w życiu. No, nic nie poradzę. Ze względu na własną skłonność do zawracania rzeki kijem, mam słabość do wywrotowców, rewolucjonistów, renegatów. Jako, że te koncepcje niejednokrotnie zawierają wątki zdrowotne, jasno przedstawiam moje stanowisko wobec tych wszystkich pomysłów. Ale, nie piszę o nich po to, by udowadniać ich słuszność czy niesłuszność. Ja biorę sobie ze wszystkich źródeł to, co może się przydać w procesie Samopoznania i na drodze do Dobrostanu, czyli w podróży z coachingiem. Wszystko, co może rzucić inne światło na powtarzające się tematy i schematy. A inna perspektywa pozwoli ci zobaczyć nowe ścieżki i możliwość stworzenia nowych punktów oparcia i nawyków.
I takie tam.

Zastanawiałam się, jak tu wyrazić i opisać rzeczy, które istnieją jako indywidualne doświadczenia, odczucia i łatwo gubią się w słowach. To jak, np., przekłady Szekspira, większość magii gubi się w procesie tłumaczenia. Coś jak głuchy telefon. Aż tu niepostrzeżenie i podstępnie wśliznęły się do mojego profesjonalnego blogfolio fragmenty z mojego surrealistycznego bloga, żeby przenieść nas w trochę inny świat. Gawędziarstwo to remedium na rozmaite bolączki duszy. Kochamy historie, bo tam można znaleźć chwilę wytchnienia od naszych autobiografii. Coś się zmienia „za siedmioma górami, za siedmioma rzekami”, może natura przeżywania lub natura postrzegania. Ale wszystko, co obce, co trudno nam objąć racjonalnym spojrzeniem staje się swojskie, proste i przyjazne. Noooo, prawie wszystko.

A co wspólnego z tym wszystkim mają Rumpelsztyk, Bruce Lee, Paryzada, Agatha Christie, państwa i miasta, … ? Zapraszam do czytania.

Za górami, za rzekami, lecz nieopodal Szczecina … ale dalej idziesz na własną odpowiedzialność …

Ach, ten niebezpieczny coa’ching … 😉 🙂