I. Ach, ten niebezpieczny coa’ching … ;) :)

Zapadł już popołudniowy zimowy wieczór i wszyscy rozsiedli się wokół małego piecyka. Stylową kozę zdobył i pięknie odrestaurował Edek, a Smutas zabezpieczył tak na trzysta procent, żeby Melina nie poszła z dymem. Naradę zwołała Oga, która tworząc swoje blogfolio utknęła na definicji coachingu.

– No, dobra. Chcesz coś napisać na blogfolio o coachingu. W czym problem? – zapytała Kinga.
– Tak się jakoś porobiło u nas w pewnym momencie, że coaching stracił reputację i dobrą prasę zanim ją zyskał …
– Na przykład?
– Na przykład taka trawestacja starego dowcipu:

„Pani w klasie poprosiła, żeby dzieci napisały o tym, gdzie pracują ich rodzice. Kiedy przeczytała wypracowanie Jasia, bardzo zdziwiona poprosiła go do siebie i pyta:
– Jasiu, przecież ja wiem co robi twój tata. Czemu napisałeś, że tańczy na rurze w nocnym klubie bdsm?
– A co, miałem napisać, że jest coachem i mentorem?”

Po chwili życzliwego rozbawienia całej Ekipy, Kinga powiedziała:
– Hmmm, coś w tym jest. Przyznam, że ostatnimi laty, jak tylko usłyszę cokolwiek o osiąganiu celu i motywacji, to mam ochotę zacytować taki makabryczny tekścior z interku: „każde zwłoki na Mount Everest były kiedyś niezwykle zmotywowaną osobą”.
– No właśnie, a coaching to w pierwszej kolejności Podróż do świata Wartości. To wgląd, Odkrycia, olśnienia. A potem kubełek chłodnej wody w konfrontacji z rzeczywistością. A potem klarowna wizja tego, czego się pragnie, a co jest możliwe. A potem dalej w drogę. Choć, rzecz jasna, nie każdy ma ochotę na towarzystwo w tej podróży, albo nigdzie się nie wybiera. Dla nich coaching jest jak większość muzyki po ’89 oraz wszystkie pozostałe części Gwiezdnych Wojen.
– To znaczy? – spytała Alex.
– Zupełnie niepotrzebny.
– He he. Frank Zappa pono kiedyś powiedział, że cała fajna muzyka to już dawno została napisana przez kolesiów w perukach – dodała Kinga.
– Tak, czy inak, zastanawiam się jak wyrazić istotę tego procesu …
– Ekhm … eee … jeśli można … Mój znajomy stwierdził, że coaching jest niebezpieczny. Bo był na kursie coachingu i jeden z uczestników wkrótce potem zrezygnował z pracy, a inny się rozwiódł – wtrącił Smutas.
– A moi znajomi piastujący rozmaite stanowiska kierownicze mają duży dystans do coachingu w firmie. Zrobili kurs coachingu, zachwycili się, skołczowali swoich pracowników, a niektórzy z nich postanowili zmienić pracę, zamiast, np., awansować – dodała Greta.
– Czekaj, czekaj – Alex postanowiła zadaniowo podejść do sprawy. – Mówisz „Podróż, Odkrycia, wgląd …”. Mmmmm, lekko trąci drugą stroną mocy. Noooo, to, na kłopoty …?!?
– Karolek!! – chórem odpowiedziała Ekipa.
Po upływie odpowiedniej ilości czasu … … wygrzebali zgrabny cytat:

“The meaning of my existence is that life has addressed a question to me. Or, conversely, I myself am a question which is addressed to the world, and I must communicate my answer, for otherwise I am dependent upon the world’s answer.”
Carl Gucio Jung

„Sens mojego istnienia polega na tym, że życie zadaje mi pytanie. Albo, na odwrót, to ja jestem pytaniem zadanym światu, i muszę udzielić swojej odpowiedzi, bo inaczej będę zdany na odpowiedź od świata.”

Oga przytaknęła z zadowoleniem.
– Tak, całkiem blisko. Coaching zaprowadzi nas do Esencji, tego miejsca, które jest wieczne i niezmienne, i ponoć tylko tam znajdziemy własne odpowiedzi, które potem możemy rzucić światu na klatę. Nikt nas nie wyręczy, bo tylko my tam dotrzemy. To dlatego w drodze do swojego Pacanowa nie skorzystamy za bardzo z wiedzy i doświadczenia innych ludzi. Oczywiście, trzeba dzielić się doświadczeniami, wiele kwestii to takie schematy, że sprawdzają się tam schematyczne rozwiązania. Np., jak nie spalić ziemniaków – nie spuszczać garka z oczu.
– Ale, jeśli chodzi o jajka na miękko, to już każdy musi odszukać albo opracować swój sposób – stanowczo stwierdziła Kinga.
– Moim zdaniem, z jajkami na miękko to typowa kwestia szczęścia, nic innego nie pomoże … ale, wracając do coachingu … To trochę jak decyzja o spakowaniu niezbędnych rzeczy do walizek i wyruszeniu w Podróż w nieznane. Jakby to Conrad powiedział, podróż do serca ciemności.
– Zabawne, – zamyśliła się Pandora – że podróż do świata wartości może być niebezpieczna.
– Żeby się udać w podróż do serca ciemności, trzeba na chwilę stracić grunt pod nogami. I to jest chyba dla każdego lekko straszne, i nie dziwota – zauważyła Alex. – Pod tym względem coaching jest trochę upiorny. Zamienia Pewność w wątpliwość. Czyli znów stan nieustalony, a w takim stanie rzadko kto chce przebywać. No, ale trudno oczekiwać, że coś będzie inaczej, jeśli się robi cały czas to samo.
– Cała sztuka to wejść w strefę wątpliwości i nie zatapiać się w jej odmętach. A to, okazuje się, jest wyzwaniem – dodała Oga.
– Życie ma być wyzwaniem – mruknęła znudzona Pandora. – Gdyby ludzie o tym pamiętali, to by sobie oszczędzili rozczarowań i zbędnych rozważań.
– Do serca ciemności … to coach właściwie jest taką miejską odmianą szamana – stwierdziła Greta. – No tak, ale przecież człowiek z problemem jest zafiksowany na swoim nieszczęściu i może nie widzieć innych interpretacji, dróg wyjścia …
– I nie zobaczy, dopóki nie zmieni miejsca siedzenia. A jak podasz coś na tacy, to w ogóle tyłka nie ruszy i to będzie twoja wina – zniecierpliwiła się mocno Pandora.
– Najfajniejsze jest to, że nawet jak się komuś uparcie coś doradza, to ludzie często i tak tego nie przyjmują, bo czują, że to nie jest rozwiązanie dla nich. Wkurzają się i obrażają. I całe szczęście.
– To co coach ma do roboty? – dopytywał Błażej.
– Ma być. Tak jak szaman – zapodała Oga. – Daje Obecność, uszy, lustro. Towarzysz podróży. Ma wyruszyć za człowiekiem ze skrzynką z narzędziami i otwartym umysłem. No, żeby mu tylko mózg nie wypadł. Ale, generalnie, jest jak archetypowy Głupiec z porcyjką zdrowego rozsądku w tobołku i Ciekawością niewiele wiedzącego umysłu. Ludzie łakną przekazywać swoją historię i otwierają się jak Góra Sezamowa, gdy coach staje się świadkiem ich życia. Gdy dzieli z nimi ten Dreszczyk, jaki może ci dać jedynie Odkrywanie Nowego.
– I „żadnych butów!”, tak zawsze Gienka mówiła – dodała Nori, czym, standardowo, wprowadziła większość zgormadzonych w lekką konsternację.
Oga zmrużyła oczy.
– Tak, podoba mi się to. Edek Torrey twierdził, że do zbudowania relacji potrzebny jest wspólny język i wspólnota obrazu świata. Logiczne. Ludzie będący w relacji muszą mieć jakieś wspólne punkty odniesienia. Podstawy, alibo też tło.
– To co z tymi butami? – dopytywała Kinga.
– W butach czai się niebezpieczeństwo iluzji zrozumienia.

“I have found both freedom and safety in my madness; the freedom of loneliness and the safety from being understood, for those who understand us enslave something in us.”
Khalil Gibran, “The Madman”

„Odnalazłem w mym szaleństwie zarówno wolność jak i ochronę; wolność samotności i ochronę przed byciem zrozumianym. Bo ci, którzy nas rozumieją biorą jakąś cząstkę nas w niewolę.”

Nigdy nie powinno się chodzić w cudzych butach. Co najwyżej porozciągasz. Pilnuj, żeby nie wyskoczyć ze swoich, to i tak będzie dobrze. Podzielam zdanie, że szaman, coach nie może zrozumieć drugiego człowieka, a każda próba jest na swój sposób brakiem szacunku dla jego odrębności i integralności, mmmm i chyba brakiem wiary. Myślę zresztą, że dotyczy to wszystkich relacji. Uwielbiamy stawiać diagnozy nie mając do tego żadnych uprawnień. Wydaje mi się, każda próba zrozumienia drugiego człowieka wynika z konieczności poukładania sobie we własnej głowie otaczającego nas świata i poukładania ludzi w szufladach. Ale, oczywista, mogę się mylić. Z całkiem innej beczki, skutkiem ubocznym szacunku dla drugiego człowieka w każdego rodzaju relacji jest odporność na wpływ, na manipulację, więc się opłaca.
Po króciutkiej zadumie Oga dodała jeszcze:
– Ale skoro jesteśmy na coachu … Kiedy pierwszy raz przeczytałam „Nieśmiertelność” Profesora Szczeklika, wśród wielu przepysznych idei i niecodziennych przemyśleń, najbardziej urzekający był ten fragment:

„Była wszak jeszcze inna droga wiodąca w najwyższe światy. Znali ją szamani. […] Światopogląd szamanów różny jest od obrazu świata czarowników i zaklinaczy, którzy próbują przeganiać złe duchy z chorych. Tylko szaman szedł za chorym tam, dokąd inni nie wyobrażali sobie nawet, że iść można. Wyrwany z rzeczywistości przez muzykę i halucynogeny, w ekstatycznym uniesieniu ruszał za duszą chorego do „tamtego świata”. Wznosił się na jego kolejne poziomy, a dotarłszy do miejsca właściwego, składał dary i z duszą wracał na ziemię. Ten mit o człowieku udającym się samotnie w zaświaty, by odzyskać duszę chorego, pozostaje piękną osnową medycyny. […] Seans szamański porównać można do natchnienia poetyckiego. Jak szaman, poeta wprowadza odbiorcę w szczególny stan wyobcowania, głębokiego wzruszenia porywającego serce i umysł.”

– Yyyyyyy, ekhm. Oczywiście, spieszę donieść!!, że dziś mamy znakomite legalne narzędzia coachingowe, które świetnie pomagają osiągnąć wyższe poziomy, czyli zrobić spokojny wgląd. A muzyczka to, rzecz jasna, sprawa dowolna.
Małomówny Edek postanowił coś dorzucić do debaty.
– Kojarzycie taką jedną piosenkę coachingową?
Wszyscy lekko zastrzygli uszami.
– Dawaj!!

„Tylko dlatego, że jesteś nikim
Możesz pogadać z drugim człowiekiem
Życie bogate, pełne sekretów
W szarym człowieku, w szarym człowieku

Tysiące twarzy, setki miraży
To człowiek tworzy metamorfozy
Tysiące twarzy, setki miraży
To człowiek tworzy metamorfozy”
Maanam, rzecz jasna

No, tak. Teraz mała przerwa, bo Ekipa musiała odnaleźć w zbiorach Smutasa i odsłuchać rzeczony kawałek. A potem jeszcze każdy składał zamówienie na swój ulubiony, a na koniec „Oddech szczura” wszystkich poderwał na nogi i postanowili sobie przypomnieć jak się tańczy pogo. Niestety ostatni raz był w poprzednim stuleciu. A że średnia wieku tak Ekipy jak i Meliny to, należy powiedzieć, jesień życia, nie skończyło się to za dobrze.

Po upływie niezbędnej ilości czasu, Ekipa wróciła do formy i tematu.
– Coś gadałaś o narzędziach. A ta kwestia mnie u ciebie niezwykle frapuje, zważywszy, że postanowiłaś wynająć biuro z powodu mnogości gier coachingowych – wspomniała Greta.
– Przesada. To fakt, że mi się jedna szuflada zarwała, i parę guzów sobie nabiłam wyciągając gry z zapchanego pawlacza … jednak ta różnorodność potrafi być bardzo inspirująca i przydatna. Ale, że tak bombastycznie zapodam, najważniejszym narzędziem coacha są uszy. Uszy są kluczem do Sezamowej Góry. A kiedy Sezam się otwiera, odkrywasz, że nie ma na świecie nic ciekawszego niż żywa historia drugiego człowieka.
Greta postanowiła zrobić małe podsumowanie.
– Zabawne. Czyli, gdy człowiek będzie miał poczucie, że wszystko co osiągnął w pracy nad sobą zawdzięcza sobie, to będzie oznaczać, że coach wypełnił swoje zadanie, he he.
– No tak, już Abe Lincoln mówił podobno, że należy ludziom pozwolić samym robić to, co powinni robić sami. W polskiej wersji Pingwinów z Madagaskaru, prorok nowożytnej ery Skipper podobno ujął to bardziej współcześnie: „Problem, który nie jest nasz, nie jest nasz”.
Pandora westchnęła niecierpliwie i powiedziała z wyższością:
– Jedyny dar jaki możesz ofiarować drugiemu człowiekowi to Wiara w jego Twórczą Moc. Reszta to jałmużna. – I oddaliła się, obrzuciwszy całe towarzystwo spojrzeniem pełnym dezaprobaty. Zimna gadzina. Ale, jak na ogół, ma rację.

Coaching to nie cuda i czary. To taki autogenny trening sprawczości w swojej przestrzeni oraz próba Odpowiedzialności. A z niej wynika Świadomość, że nie wisimy w próżni, więc nasze postępowanie ma określone konsekwencje. A możliwe jest tylko to, co jest możliwe. Więc spokojnie z tymi planami i marzeniami. Prawdziwa Twórcza Moc to umiejętność zrobienia fajnych rzeczy z tego, co jest pod ręką. Do tego potrzeba nowej perspektywy, nowego spojrzenia i nowych punktów zaczepienia.

Źródełka i takie różne:
Joseph Conrad, “Heart of Darkness”.
„Szaman miejski” to książka Serge’a Kinga, który niestrudzenie pisze o Hunie, starożytnej wiedzy z Hawajów.
Carl Gustav Jung, “Memories, Dreams, Reflections”.
Prof. Andrzej Szczeklik, „Nieśmiertelność. Prometejski sen medycyny”, Znak, Kraków, 2012.
E. F. Torrey, „Czarownicy i psychiatrzy”, PIW, Warszawa 1981.
“Every corpse on Mount Everest was once an extremely motivated person.” Autor się zagubił, jaka szkoda.
Maanam, „Szare miraże”, słowa: Olga Kora Jackowska, music: Marek Jackowski.
Przekłady cytatów z obcych języków: Ekipa.