Co ja robię w tej bajce?

Ekipa zaopiniowała, że powinnam na swoim folio napisać coś o sobie, ale tak jakoś bardziej normalnie. Niestety, tylko na to mnie stać.

{Przecieki z „Tajnego notatnika Ogi”}

Na wstępie dowcip suchar:
Początek filmu nie dla dzieci, pierwsza scena: zielone wzgórza. Kamera jedzie dalej: za zielonymi wzgórzami, w samym środku zielonego lasu, na zielonej polanie przy małym zielonym zarośniętym stawie, w zielonej chacie na zielonej kurzej nóżce siedzi sobie czerwony krasnoludek na zielonej kanapie i mówi:
– Co ja, ****a, robię w tej bajce?
I takie to właśnie odczucie ma niejeden człowiek na naszej Ziemi.

A teraz zadanie suchar:
Jeśli twoje życie byłoby fabułą książki lub scenariuszem filmu to jaka to byłaby książka / film? Jaki rodzaj / tytuł … …

Przygodowa trylogia ze sporym zapasem na przerwy reklamowe, nieznośna opera mydlana z barokowymi zakończeniami, kronika filmowa, kreskówka na haju, dramat kostiumowy z wątkiem terapii grupowej, niedorzeczny kryminał, w którym badania genetyczne trwają pięć sekund, thriller kulinarny, awangardowa nowela z okresu międzywojnia, film z kamery przemysłowej w delikatesach, awanturnicza bajka z ujemnym morałem, ukradkowe nagranie na komórce sąsiada, nierymowany sonet napisany na kacu po nieudanej imprezie, … ??

Pewna fajna moderatorka zadała to pytanie na jednej z obiecujących kobiecych grup. Po wypisaniu się z tej ferajny przysięgłam sobie na kawę z cynamonem, że nigdy już nie dołączę do żadnej internetowej damskiej grupy. Bowiem, na spory procent pewności okaże się to zakamuflowaną wersją żon ze Stepford. Gdzie do reszty można utracić wiarę w babski rodzaj. Pozornie nadarza się okazja by się rozwinąć, poznać, wspierać. Albo chociaż wymieniać porady życiowe, kosmetyczne i kulinarne. To nie, zawsze skończy się to piskiem na temat: jaka to jestem rozkoszna, bo mam znp[1] i nie mogę znaleźć kluczy w torebce. I jestem lwicą, a w najgorszym razie wilczycą. Pomniejsze lub zbyt duże zwierzaki: misiek, borsuk, koliber, czy nawet orzeł nie mają szans. Interesujące, że w dobie szukania własnej tożsamości, przestrzeni i indywidualności, kobiety znajdują swe odbicie w stworzeniach o mentalności haremowej. Czasem można liczyć na różnicę zdań, gdy się biorą wirtualnie za kudły, ale generalnie, jeśli mowa o filmach, to powiedziałabym, że dokument o XIX wiecznych rozkładach jazdy byłby bardziej inspirujący. [2]

A mój totem, jakby ktoś był zainteresowany, na obecnym etapie mojego życia to kaczka. Silne poczucie wspólnotowości, dobry kompan w trudnych sytuacjach, trochę wygodnicka, więc kosmos od czasu do czasu musi dać jej kosmicznego kopa, he he … Może być, chociaż było mi prawie bardzo przykro, gdy zostawiła mnie moja wierna biała niedźwiedzica.
Czy słyszę pytanie o to, jak odkryć swój obecny zwierzęcy totem? 😀 😀 No cóż, najlepiej odwołać się do wewnętrznego przewodnictwa i wylosować. Dla wygodnych – obczajcie w Interku ‘animal totem generator’ i wciśnijcie guziczek. Co prawda, miałam cichą nadzieję, że wylosuję niesporczaka, bardziej znanego pod pseudonimem wodny misiek, ale nie było go tam nawet na liście. A szkoda, niezwykłe stworzenie – nieustraszone, niepokonane, wańka wstańka, … i na swój sposób słodki i przytulny …

Ale, o czym to ja? Aha.
Moje życie, jako scenariusz do filmu … hmmm … miejscami przygodowy z dreszczykiem i tajemnicą … Przynajmniej coś się działo. Bo najgorszy ze wszystkiego był nudny Bergman. Poza tym, przeminęło z wiatrem (czasem, niestety, huragan) i jeszcze ciutek sensacji …

Jakiś czas temu zaczęłam pisać, po latach przekonywania się, że nie będę pisać, bo nie umiem. Sądzę, że nadal nie umiem, ale piszę, bo taki mam szwung i raczej nikt od tego parchów nie dostanie. Podobno na tym właśnie polega praca nad sobą, na zmianie soczewki, perspektywy, a nie zadręczaniu siebie i świata wokół. Świata nie zmienisz, a siebie … ??? … podobno jesteś już doskonała i doskonały, tylko nie możesz sobie tego przypomnieć, tak jak tej imprezy, na której ci się urwał film. A pomieszałaś raptem 4 alkohole … Chociaż, może nie powinnam pisać o doskonałości, bo Gluten twierdzi, że, znając ludzi, jest duża szansa, że zamiast spojrzeć na siebie i innych z bezgraniczną akceptacją, zachłysną się samozachwytem, poprzewraca im się w tyłkach do reszty i nawet nie powiedzą już ‘dzień dobry’ sąsiadom … … ale pisać może każdy.

Zatem, wszyscy do blogów! Pisanie jako akt tworzenia przypomni ci o własnej mocy. Jako fizyczna czynność przelewania myśli na papier uświadomi ci władzę nad swoimi myślami. Jako praca nad redagowaniem zapisanych myśli pomoże ci uporządkować burdel w głowie, bo porządek w miarę musi być. Będziesz w stanie nazwać swe emocje i przejąć nad nimi władzę. Zrozumiesz siebie i swoje motywacje. Dasz sobie szansę zauważyć niespójność w swoich poglądach. Zaobserwujesz zmiany, które zachodzą w schematach twego myślenia i działania oraz fakt, iż od tego się nie umiera, a wręcz przeciwnie, życie zyskuje na jakości. Pisanie o sobie pomoże ci zbudować poczucie dystansu i świetnie się przy tym bawić. Jeśli miewasz kłopoty z zapamiętywaniem istotnych szczegółów i wkurzasz tym ludzi wokół, to pisanie jako gimnastyka umysłu pomoże ci opanować sklerozę. Ponad wszystkim, gdy utrwalasz na papierze swoją historię, czujesz ten cudowny smak iluzji, że możesz być autorem scenariusza swojego życia, he … he he … he he he …

Po wielu, prawie pół wieku trwających gorączkowych próbach edycji niezadowalającego scenariusza, obrzucaniu błotem moich Niebieskich i Ziemnych Opiekunów, waleniu głową w mur, którego nie było, usłyszałam, że Życie jednak próbuje podrzucić mi parę wskazówek i skłonić do obczajenia pewnych prawidłowości. Jako buntownik z dużą ilością powodów, pozwalam sobie teraz ująć je bardzo własnymi słowami. W końcu to mój blog.
Aha – tobie, Dobry Człowieku, na wiele się nie przydadzą, bo każdy sam się musi pałować z własnym, wspaniałym, niepowtarzalnym losem. To są mniej lub bardziej trzeźwe wnioski z mojego życia, dla mnie. Chociaż brzmi to jak jakiś cholerny poradnik życiowy, sorrry. Pisz swój blog. Ale możesz się dobrze bawić na moim, i może coś cię zainspiruje, coś zarezonuje, kulki się zderzą i Heureka! Może tak, może nie, kto to wie … Każdy sam musi szukać swojego Pacanowa. Także tego, no, zapraszam do stołu.

Główne danie: „Jedno, co warto …”

Nieuchronnie, ku naszej zgubie i utrapieniu, przychodzi taki moment na tym ziemskim szlaku, że gorąco chcemy się dowiedzieć – skoro to jest życie – to czym się różnimy od tych, którzy nie żyją. Tęsknie spoglądamy pod stopy, w chmury i za winkiel, i gorączkowo szukamy wyjaśnienia, po co to wszystko się dzieje. I od razu trzeba sobie powiedzieć, że większość naszych pomysłów na ten temat to ‚paniczne pchnięcia sztyletem w ciemności’, co, jak wiemy z historii Hamleta, może się skończyć pomyłkowym zgonem Poloniusza.
Kiedy już pogubisz się w tym, co cię skusiło nowością, egzotyką, oryginalnością, a wokół nie ma nawet złamanej brzytwy, której możesz się chwycić, wracasz do jedynej przestrzeni jaką znasz … zaczyna się twoja najbardziej przerażająca, ale i fascynująca podróż w głąb siebie. Szare zwoje dymią, cebulki iskrzą, kiedy dobierasz się do historii swego życia zapisanej sekunda po sekundzie w komórkach twojego cudnego ciałka.
Twój wewnętrzny Narcyz, coraz bardziej rumiany i zadowolony, przegląda się z wyższością w bagienku iluzji i emocji, starannie pokrytym lukrem i kruszonką. Twój wewnętrzny Bachor wrzaskliwie domaga się tulenia i dyscypliny. A wewnętrzna Małpa bezskutecznie usiłuje promować swobodne podejście do owłosionych nóg i zaprosić cię do beztroskiej zabawy na drzewie, żebyś mogła popatrzeć na wielkie dramaty swego życia z perspektywy dyndającej gałęzi. I los Poloniusza zdaje się być po raz kolejny przesądzony. Twoja przestrzeń wkrótce zaroi się od emocjonalnych wampirów i nieoświeconych przechodniów, a każdy, kto krzywo na ciebie spojrzał będzie mógł liczyć na łaskawe przebaczenie. Gdzieś pomiędzy kładzeniem lukru i szukaniem odpływu na dnie bagienka, pojawi się w końcu słowo „odpowiedzialność” i mała szansa na posmakowanie emocjonalnej wolności. A jeśli mowa o archetypach, to jedynie nasz wewnętrzny Archenteron nigdy nas nie zaskoczy – niezmiennie domaga się żarcia i picia, skłaniając nas do częstszych wizyt w lodówce.

Błażej delikatnie zasugerował, że może jestem zbyt surowa w tym ironicznym spojrzeniu na proces ludzkich przemian. Przecież sama wypominam Życiu bezwzględność i pogmatwanie. Rzeczywiście, jak się rzuci okiem wstecz, to dziw czasem bierze, ze przetrwałeś do tej pory. Przecież, od momentu, gdy cię wydobyli na światło dzienne i nikt nie zwracał uwagi na to, co o tym myślisz, mimo, iż darłaś się wniebogłosy, znalazłeś się na kursie dla zaawansowanych nie mając opanowanych podstaw. I jeszcze długo po tym jak ci wypadną pierwsze zęby, nie zorientujesz się kto przyjaciel, kto wróg, kto fakir, a kto astrolog, …
Ale zanim poklepiesz się z aprobatą po pagonach, jaki to z ciebie tuz przetrwania, przypomnij sobie, np., podróż stopem na południe Francji. I beztroski spacer na durch przez niemiecką autostradę z gigantycznymi plecakami, kiedy orientujesz się, że do Francji to chyba w drugą stronę. I machanie na skraju szosy na pędzące ciężarówki.
– Nie wiedziałyście, jaką taka ciężarówka wytwarza za sobą próżnię? – zapytała wyniośle Pandora.
– Cóż, całe życie się człowiek uczy.
– A kiedy zorientowałyście się, że to nie najlepszy sposób na złapanie stopa? – zaciekawiła się Alex.
– Jak 10 kierowców po kolei popukało się energicznie w czoło.
Tak, czy inaczej, to, że jeszcze tu jesteś, to może tylko przypadek.

No dobra, no, ale po co to wszystko!? Po co Źródło bawi się z nami w podchody, po co stawia przed nami te wyzwania i zadania, zamiast postawić, np., nalewkę pigwową?? Podobno, jak mówi delfickie motto, trzeba się lepiej poznać … ze sobą. Że niby odkryć, jacy to jesteśmy wyjątkowi i pełni Miłości, jakby nie można było tego od razu powiedzieć. Błażej zauważył, że Źródło nas chyba przecenia i sądzi, że się ludzie obrażą, jakby im czasem coś ułatwiło, albo podrzuciło trochę więcej wskazówek. I tak od tysiącleci, podobno, nie możemy się raz, a dobrze poznać.
Na szczęście są jeszcze przyjemności i smakowitości, którymi możesz się nagradzać, żeby w ogóle chcieć się pałować i doświadczyć tego jakiegoś radosnego oświecenia oraz zajebiście wzniosłych idei i uczuć. Lepiej odrabiać życiowe lekcje, bo i tak nie ma komu zgłosić nieprzygotowania. I nie móżdż za wiele, bo jeszcze wpadniesz na jakiś pomysł. W końcu, ile razy można zabijać biednego Poloniusza. A kiedy tylko pojawi się okazja – rób imprezę, śpiewaj, tańcz i oglądaj stand up. A jak się okazja ociąga, to zrób okazję.
– Dzisiaj ludzie nie śpiewają tyle co kiedyś – westchnął Błażej. – Może się wstydzą.
– Pfffff … też mi wymówka. Do śpiewania są potrzebne raptem dwie rzeczy – odparowała Nori.
– Dobry głos? gitara?
– Nie. Od 2 do 4 browarów i chórmajster, który rozpocznie energicznie tupiąc, np., „trzy – czte – i – ry: Deeeeszcze nieeeespokojne, potargaaały saaad, …” I jedziemy.
Nori przypomniała sobie coś nagle i spytała Ogę:
– Czy to prawda, że myślałaś kiedyś, że Hamlet to coś do jedzenia?
– Ooooo, wciąż tak czasem myślę … zależy od aktora …

Nie szukaj sensu w rzeczach bezsensownych …
To cenne przesłanie od mojej ulubionej Agathy Christie. I tyle. A wy tam sobie róbcie jak chcecie.

Drugie danie: Życie to krwawy sport zawodowy

A jeżeli ktoś cię usiłuje przekonać, że jest inaczej, poszczuj go krasnalem ogrodowym. Zachowuj podstawową czujność i uważaj z oczekiwaniami, to oszczędzisz sobie rozczarowań i przykrych niespodzianek. Wszyscy jesteśmy trochę bardziej rozwiniętą i wyrachowaną postacią prajelita (dla przyjaciół Archenteron) – żarłoczną i chciwą. Nie ma co się dąsać, żyjemy w świecie Biologii i jakoś można i trzeba sobie z tym radzić. Nieustannie pielęgnując Wiarę w Człowieka, nie mam złudzeń co do kondycji ludzkości. Także tego, no … czuj duch!!

I nie daj się zwieść pozorom – dziś bandyci, awanturnicy, maruderzy i rozbójnicy stosują coraz bardziej wyrafinowane metody. Dziś należy zachować czujność wobec podejrzanie pozytywnych lub troskliwych ludzi. Być może mają na uwadze twoje Dobro – to fajnie, można im się odwdzięczyć tym samym. Być może są pogodzonymi ze sobą i kochającymi Istotami i warto się nimi inspirować. Ale, być może najedli się grzybów i p******ą trzy po trzy, uparcie nie czając otaczającej nas rzeczywistości. A jest też prawdopodobne, że jesteś im do czegoś potrzebna … próbują cię zahodować na mentalne, emocjonalne, armatnie lub pociągowe mięso. Przeżują cię, wyplują i cynicznie będą wysysać resztki z przestrzeni międzyzębowych, niestrudzenie kontynuując festiwal banałów. W takich sytuacjach proponuję darmowy test na ‘patogeny społeczne’ (jasne, że nie ma czegoś takiego, ale ja tak lubię nazywać kryptoterrorystów emocjonalnych) – ale o tym w innym miejscu.
– Czy to nie brzmi już trochę jak paranoja? – zapytał delikatnie Edek.
– Ależ nie, Edziu. To Biologia, panie dzieju, Biologia.

О некоторых животных заботятся, чтобы потом сожрать, некоторым людям делают добро с той же целью.
~ Лучшие статусы…истории…заметки…мысли…и т.д. na Fiejsbuku

Przystawki: Życie kosztuje, Skarbeńku …

W erze zgubnych idei – samolubstwa zwanego przewrotnie indywidualizmem, pasywnego dochodu i kompulsywnego spełniania marzeń – zdaj sobie sprawę, że jesteś, i będziesz, częścią większej całości, plemienia, które ma być wspólnotą braci i sióstr, a nie bandą panów i niewolników. I tylko we wspólnocie ujawni się i wyda owoce twój niepowtarzalny wzór. Jak ci jedna wspólnota nie pasi, to se znajdź inną, ale choćbyś srał uszami, to nie uciekniesz przed wyzwaniem, jakim są lojalność i pokora. Albo pogodzisz się z tym, że masz tak samo prawa jak i obowiązki, żeby brać, musisz dać, albo, gdy już zachłyśniesz się tą swoją iluzją indywidualności, i ktoś zechce ci w ogóle udzielić pierwszej pomocy, to w najlepszym razie czeka cię moralna tracheotomia. I potem nie licz na to, że ktoś się zachwyci twoją depresją, przez krótki czas to było w modzie, a teraz jest passe, podobnie jak spazmy i wapory.

Błażej westchnął i pokiwał głową, jak to zwykle, gdy niewyparzony styl wypowiedzi Ogi wydawał mu się przekraczać przyzwoite granice:
– Ludzie mogliby nie być dla siebie tacy surowi.
– Może i tak – przytaknął Gluten. – Ale w tym coś jest. Ja to zwalam na ten ponętny sen o wolności. Wolą to, niż otworzyć oczy i odnaleźć się w pajęczynie zależności. Wolność to być może największe złudzenie i najbardziej perfidny dowcip w Wielkim Projekcie.
– Ojej, po pajęczynie też się można zgrabnie poruszać. Wystarczy, że się przestaniesz panicznie szamotać – wrzucił od siebie, jak zwykle niepoprawnie optymistycznie, Placebo.
– No właśnie, a poza tym jest różnica między zrozumieniem i współczuciem a rozczulaniem i użalaniem się nad kimś. Te drugie to bym powiedziała są nawet obraźliwe – chłodno skomentowała Pandora.
– Z twojej strony ani jedne ani drugie nikomu nie grożą – skwitowała Nori.
Alex postanowiła Ogę wesprzeć:
– Zrozumienie tego, jak mało mamy wyboru to jedno. I to może zaprowadzić nas na wyższe poziomy współczucia. A permanentne szukanie wymówek, winnych i dziur w całym to co innego. Bycie częścią plemienia nie wyklucza wyrwania się z tłumu …
– Oooookeeej, a kolejna rzecz jest taka, że nie wszystko naraz i, jeśli mam skończyć ten odcinek, to przechodzę do kolejnego punktu.

I tu jeszcze mały podpunkcik. Mając niezmiennie na uwadze, że jesteś częścią plemienia, zawsze w pierwszej kolejności dbasz o siebie. Martwy ratownik to zły ratownik. Zanim zaczniesz komuś robić resuscytację, upewnij się, że sama oddychasz. Następnie upewnij się, czy to osoba na pewno nie oddycha. Zanim wezwiesz pomoc dla kogoś, kto leży pod krzakiem, sprawdź, czy po prostu nie położył się spać i chce, żeby się cały świat od niego o*********ł.

Zupa: Nadejszła Era Wodnisia

Kiedy w drugiej połowie zeszłego stulecia coś drgnęło w umysłach, po tym, gdy ludzkość znowu zaczęła tracić resztki zdrowego rozsądku, dzieci kwiaty zapragnęły Zmian. Chcieli, by ludzie poczuli się Dziećmi Wszechświata. Beztroskimi, otwartymi, ufnymi i ciekawymi świata Istotami. Jednakże w krótkim czasie po tym obiecującym poruszeniu serc i umysłów, miast wszystkich najwspanialszych atrybutów Dziecięcości, zaczęły się szerzyć najgorsze objawy zdziecinnienia. Takie jak, np., bezrefleksyjny opór przed Zmianami, które sami puszczamy w Ruch oraz nałogowe poszukiwanie aprobaty, niegasnąca potrzeba głasków i uwagi. Należy tu powiedzieć, że aprobata plemienia jest niezbędna do przetrwania. Oznacza to, że musisz przestrzegać podstawowych reguł, dzięki którym plemię istnieje i działa, żeby nas wszystkich szlag nie trafił, a nie udawać pisklaka z wiecznie otwartym dziobkiem i drzeć się w niebogłosy. Gdy atencjuszonizm nie przyniósł spodziewanych rezultatów, rozpoczęła się wielka epoka wrażliwości, czyli poszukiwania przyczyn, dla których można by się poczuć urażonym, odrzuconym, poszkodowanym, roszczeniowym i co tylko … A gdy okazało się ile z tego można mieć korzyści, któregoś pięknego dnia w trzecim milenium obudziliśmy się już w nowej erze – Dzidziusiów Wszechświata. Infantylizacja społeczeństw, idolizacja dzieci, heroizacja poślednich cech, protekcjonalne traktowanie tradycji, marginalizacja albo i pogarda dla mentorów i seniorów. I już za to zapłaciliśmy słono, mimo, że jeszcze całkiem do reszty nie zdurnieliśmy.

A miała to być chyba podróż do Dojrzałości. Mieliśmy opuszczać epokę taplania się w emocjach i zmierzać do Czasów Świadomości. Indywidualizm miał współbrzmieć z Całością i Pełnią a nie zaprzeczać Wspólnotowości. Tymczasem wielka epoka przewrażliwienia nieuniknienie stała się epoką emocjonalnych orgazmów. To, rzecz jasna, nie może nikomu dać Spełnienia i Pokoju, tylko nieustające pragnienie. Dlatego dziobki otwierały się coraz szerzej a gardziołka darły coraz mocniej. A przecież Ład we Wszechświecie zapewnia chłodna Logika, matematyka, fizyka, itp. Dlatego, kiedy chcemy się opanować, to dobrze jest powtarzać rytmicznie tabliczkę mnożenia. A kiedy nie da się zasnąć, należy liczyć barany skaczące przez płot. 😛 😀 :O :} . No, naprawdę.

Responsibility is the price of freedom.
Elbert Hubbard

Nie ma Wolności bez Odpowiedzialności.

A gdyby tak w tej grze zwanej Życiem opuścić już poziom Bobasa i Dziecka Wszechświata i wejść na poziom 3: Dorosły Wszechświata … he he, brzmi jakoś straszno, no nie? A przecież Dorosłość jest tak atrakcyjna … każdemu się spieszy być dorosłym! Aż poczuje na własnej skórze, że nie ma Dorosłości bez Odpowiedzialności. I jeszcze paru innych ciekawych punktów, jak uregulowany stosunek do własnej wartości i widzenie dalej niż koniec własnego nosa, ale o tym w innym miejscu.
Dojrzałość zaprowadzi cię do Przestrzeni, w której możesz doświadczyć potężnego aktu tworzenia. Być wielką budowniczą i wielkim architektem. Przyszłaś na świat obdarzona unikalnym DNA. Pojawiłeś się tu, aby dzielić się jedynym w swoim rodzaju przesłaniem tak niepowtarzalnym jak twoje DNA. I jest to przerażające. Ale jeśli będziesz skupiać się na dobrych owocach twoich działań: twórczość, dobrostan, dobrobyt, zrównoważony rozwój twój i wszystkiego, co cię otacza, to nie możesz zbłądzić. I zamiast myśleć ile to może kosztować wysiłku, pomyśl o cudownej Przygodzie jaką jest życie dorosłym życiem.

Wybór należy do ciebie, a dalej idziesz na własną odpowiedzialność.

Ważna uwaga!!!
Każdy człowiek ma prawo do upadku, słabości i bycia w czarnej dziurze, jak mu świat je**ie na glebę w kawałkach. Prawo do szukania pomocy, żeby móc funkcjonować i żyć fajnym życiem. Jeżeli cokolwiek cię gniecie – szukaj pomocy jak najprędzej u dobrych specjalistów, zajmij kolejkę na psychoterapię, swój dobrostan wstaw na szczyt listy priorytetów, informuj przyjaciół, że dzieje się słabo. Jest coraz więcej możliwości, korzystaj. To jest postawa Człowieka Dojrzałego. Tylko pamiętaj, że celem psychoterapii (lub też, jak ktoś nie lubi tego określenia – pracy nad sobą) jest pełna odpowiedzialność za swe życie, emocje, decyzje. Bo inaczej dołączysz do grona pisklaków, a w gniazdku robi się coraz ciaśniej.

Deserek

Na koniec Błażej i Placebo rekomendują trochę znakomitego Dżemu:[3]
„Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi, bo nie jesteś sam …
Jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczy nic a nic.
Chwila, która trwa, może być najlepszą z twoich chwil.
Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia, żeby umieć żyć.
Bez znieczulenia, bez niepotrzebnych niespełnienia myśli złych.”
„Do kołyski”

– Ooooo, to właściwie mniej więcej chciałam powiedzieć od samego początku. Tylko czemu mi to zajęło 8 stron?!!

Objaśnienia:
[1] znp to jest zespół napięcia przedmiesiączkowego a nie związek nauczycielstwa polskiego, chociaż związek nauczycielstwa polskiego przynajmniej rzeczywiście istnieje i to jako faktyczna instytucja a nie tylko jednostka chorobowa, na którą można cierpieć.
[2] Alex obawia się, że ktoś mógłby odnieść wrażenie po tym wpisie, iż Ekipa i blog mają nastawienie antykobiece. Nic podobnego, wszystko się wyjaśni jak już dojdziemy do odcinków o futrach … a przyświecać nam będzie wizja Żermeny i Miss Phryne Fisher. Żermena Greer, rodem z Australii dziewczyna z Essex, naukowiec, kobita orkiestra. Niestrudzona orędowniczka wielkiej mocy tworzenia, która kipi w każdej babce. Miss Fisher, tak niesamowita, że aż fikcyjna, lady detektyw. No, ale nie wszystko naraz.
[3] Jakby oni się kiedyś mieli określić, z czego ten Dżem, to Ekipa obstawia, że śliwkowy.

PSssss
Dotarły do mnie opinie, że poradniki życiowe są potrzebne i należy dzielić się swoimi doświadczeniami, żeby, np., inni ludzie mogli się uczyć na naszych błędach. Oto zatem garść porad od Wiedźmy Ogi:
Nigdy nie zostawiaj kaszy samej na gazie. Bo spalisz na węgiel kolejny garnek.
Nie grzeb widelcem w tosterze, jeśli nie wyłączyłaś go z prądu. Dotyczy to wszystkich sprzętów elektrycznych.
Szukaj ciekawych wskazówek, korzystaj z doświadczeń mądrych ludzi, a z tego wszystkiego składaj własny przepis na życie. Bo jak odkryjesz, że w swojej własnej bajce grałeś tylko maleńki epizodzik, to tak się możesz w*****ć, że ci jakaś żyłka pęknie.